MisiekLFC: „Córka powiedziała, że mam jej przywieżć z Seulu jakiś ładny prezent”

MisiekLFC: "Córka powiedziała, że mam jej przywieżć z Seulu jakiś ładny prezent"

Michał „MisiekLFC” Petrus na co dzień pracuje jako elektromonter. 27-latek z Rudy Śląskiej będzie miał jednak okazję zapisać się na kartach historii w zupełnie inny sposób. Jako zwycięzca kwalifikacji do Narodowej Drużyny Esportu będzie reprezentował Polskę w PES 2020 na 11. Esportowych Mistrzostwach Świata IESF w Seulu.

Przypomnijmy sobie zeszłoroczny Sylwester, minutę przed północą. Wyobrażałeś sobie wtedy, że w nadchodzącym roku polecisz na Esportowe Mistrzostwa Świata do Seulu?

Nie, na pewno nie. Nawet nie brałem pod uwagę, że będę jakkolwiek więcej czasu poświęcał na grę.                

A jak zaczęła się twoja przygoda z graniem? Od początku skupiałeś się na PESie?

Grałem w Gothica i PESa, jeszcze od czasów ISSa na pierwsze PlayStation. Mój brat dostał je za dobre zachowanie w szkole i od tamtego czasu zawsze graliśmy razem.

Opowiedz trochę o genezie swojego nicku – postronni widzowie mogli się zdziwić, że Misiek_LFC nie gra Liverpoolem, a Juventusem.

W kwalifikacjach do NDE grałem Juventuem, bo na Liverpool niestety PES 2020 nie ma licencji, a takich zespołów nie można było użyć w tych rozgrywkach. Miłość do The Reds zaczęła się już w podstawówce, w sumie też przez brata. Wysyłał kiedyś listy do klubów z prośbą o wysłanie jakichś gadżetów. Liverpool wysłał wielki plakat swojego stadionu ze szczegółowymi opisami. Pamiętam też, że tata kupił mi wtedy koszulkę Robbiego Fowlera, i jakoś tak się wkręciłem.

Zawsze byłeś wierny serii Pro Evolution Soccer, a może któraś FIFA spowodowała u ciebie „zdradę ideałów”?

Był taki rok – wtedy wygrałem albo dostałem od kogoś XBOXa, a w pakiecie z nim była FIFA. Miałem nawet jakieś osiągnięcia, raz udało mi się zakwalifikować na mistrzostwa kraju. Ostatecznie jednak na nie nie pojechałem, bo nie miałem czasu na takie rzeczy.

Co w takim razie powoduje, że wybierasz produkcję Konami, będącą mniej popularną od FIFY?

Chyba ogólne otoczenie i sama gra, a także liga ASL, w której gram od kilku lat. PES jest bardziej realistyczny – można rozegrać normalny mecz, a nie robić tysiąc sztuczek na minutę. Oglądając piłkę nożną na żywo, ile jest tricków w czasie spotkania? Jeden, dwóch zawodników potrafi je zrobić, a w FIFIE możesz przejść całe boisko jednym zawodnikiem, wykonując wyłącznie sztuczki. W PESie trzeba jednak bardziej pomyśleć nad rozegraniem, wykombinować coś swojego.

W trakcie twojego grania online lub na turniejach, kiedy nastąpił moment, w którym pomyślałeś sobie, że jesteś wyjątkowo mocny na tle rywali, a nawet w czołówce polskich zawodników?

Szczerze mówiąc nadal tak nie myślę. Dla mnie to jest tylko gra – gram sobie wieczorem i jak wyjdzie to wyjdzie, jak nie to nie. Nie mam względem siebie jakichś wielkich oczekiwań. Co prawda w ogólnej klasyfikacji w PESa w 2018 roku byłem trzeci w Polsce i zakwalifikowałem się na mistrzostwa kraju – całkiem sporo osób mówiło, że mogę je nawet wygrać. Koniec końców nie wziąłem w nich udziału, bo miałem w tym terminie zaplanowane wcześniej wakacje, których nie mogłem przełożyć.

W takim razie ciekawym doświadczeniem musiał być dla ciebie wyjazd na finały kwalifikacji do Narodowej Drużyny Esportu na Poznań Game Arena. Widziałeś siebie w roli zwycięzcy?

Nie miałem wielkich oczekiwań. Pojechałem tam, żeby zdobyć nowe doświadczenie, z myślą, że jakby się udało, to byłoby fajnie. Akurat się udało, więc jest super, ale nie spodziewałem się tego. Znam trójkę pozostałych zawodników z play-offów i prezentujemy raczej podobny poziom. Akurat miałem dobry dzień, udało się z nimi wygrać – i jest.

Jak wspominasz sam finał? 0:0 w pierwszym meczu, aż 6:0 w drugim. Do tego oglądało was na żywo całkiem sporo osób.

Będąc już na scenie, tuż przed meczem, napisałem do żony, że przyszło bardzo dużo ludzi i chyba zaczynam się stresować! Ostatecznie potrafiłem się jednak od tego odciąć. RumcykPoland po pierwszym spotkaniu zbytnio nie zmienił ustawienia, a ja trochę poprzestawiałem w taktyce. Wiedziałem, że muszę zagrać bardziej ofensywnie, bo on się chował, czekając na kontrę. Potem szybko padła bramka, więc musiał się otworzyć.

Jaka była reakcja rodziny na wiadomość, że tata leci do Seulu?

Bardzo się ucieszyli. Córka może trochę mniej, bo tak się składa, że dzień po zakończeniu turnieju ma urodziny. Nie wiem, czy wrócimy na czas, ale powiedziała, że mam jej przywieźć jakiś fajny prezent.

Złoty medal z Esportowych Mistrzostw Świata sprawdziłby się chyba całkiem nieźle?

No, też bym nie narzekał…

Co do światowej sceny PESa, można stwierdzić, że któryś kraj lub region jest szczególnie mocny?

Brazylijczycy i Francuzi zawsze byli bardzo dobrzy, ale nie wiem, czy się pojawią w Korei. Jeden kolega mi napisał, że Chińczyk, który wygrał kwalifikacje u siebie, jest rewelacyjny. Są też niespodzianki, jak chociażby w Portugalii, gdzie podobno faworyt do mistrzostwa świata odpadł w półfinale eliminacji w swoim kraju. To jednak kwestia formatu rozgrywek – w meczach BO1 takie rzeczy mogą się zdarzyć.

Sprawdzałeś kto zakwalifikował się na turniej z innych krajów? Jak widzisz swoje szanse?

Ja w sumie tego na razie za bardzo nie śledzę, ale niektórzy koledzy mocno obserwują ten temat. Są tam zawodnicy, z którymi grałem online i udawało się z nimi wygrać. Jednym z pretendentów do zwycięstwa jest na pewno Kepa, zawodnik z Serbii. Z nim też grałem parę razy i muszę przyznać, że prezentuje bardzo wysoki poziom, ale mam nadzieję, że jeśli na niego trafię w finale, to wygram… ale oczywiście jeśli się nie uda, to nie będę jakoś bardzo rozpaczał.

Share on facebook
Share on twitter
Share on print
Close Menu